Polskie fanki muzyki są niesamowite i pokręcone zarazem. Wiem, że użyłem dosyć ciekawego połączenia słów, ale gdy zastanawiam się nad ich postawą w czasie koncertów, to te dwa epitety wydają mi się najbardziej odpowiednie.

W piątek 30 stycznia wybrałem się na występ Gerarda Waya do Warszawy. Nie ukrywam – wizja ujrzenia wokalisty nieodżałowanego My Chemical Romance na bardzo kameralnym koncercie zadziałała na mnie jak magnes. Co najważniejsze, solowy debiut Waya – album Hesitant Alien – okazał się w mojej opinii jedną z najlepszych płyt 2014 roku, więc opcja nie pojawienia się na jego pierwszym show w Polsce (bez MCR) nie wchodziła zupełnie w grę. Dodatkowym atutem była cena biletu – 89 zł. Kiedyś za wejściówkę na Kult płaciłem 80 zł, a nie muszę chyba udowadniać, że Gerard jest na świecie artystą o wiele bardziej znanym i szanowanym, niż nasz poczciwy Kazik Staszewski.

Jadąc autobusem z Krakowa do Warszawy, napotkałem kilkoro fanów Gerarda, którzy tak jak ja, bardzo chcieli zobaczyć go na żywo. Prawie pięciogodzinną podróż przespałem, jednak pod koniec jazdy zacząłem się przebudzać. Wtedy usłyszałem głos dziewczyny z siedzenia za mną:

Jesteśmy już prawie na miejscu. Co? Wy już stoicie pod klubem? Ok, to zaraz tam do was przyjdziemy.

Szybko zerknąłem na zegarek – była godzina 11.30. Do otwarcia bram zostało jeszcze prawie 7 godzin. Pomyślałem, że dziewczyna robiła sobie jakieś jaja przez telefon.

Nie robiła.

Po tym, jak wraz z moją siostrą i dziewczyną przyjechaliśmy na miejsce, postanowiliśmy pójść coś zjeść. Jako, że Burger King znajduje się obok Palladium (tam odbył się koncert), poszliśmy sprawdzić, czy jacyś ludzie rzeczywiście już stoją przy wejściu. Stali. I to nie kilkoro największych napaleńców – na oko było już tam ponad 20 osób.

Po zagospodarowaniu czasu wolnego kilkoma atrakcjami, m.in wizytą na wystawie klocków Lego (była niesamowita!), ok. godziny 18.30 udaliśmy się w stronę klubu, by spokojnie i bez ścisku dostać się do środka. To, co ujrzeliśmy, powaliło nas na kolana. Kolejka, która kilka godzin wcześniej nie miała więcej, niż 10 metrów, przerodziła się w niekończącą lianę, o długości ponad 100 metrów. Gdy stanęliśmy na jej szarym końcu, przechodnie nie mogli oderwać od nas i reszty oczekujących na wejście wzroku. Po kilku minutach podszedł do mnie lekko napojony brunatnym napojem chłopak i spytał:

— Ej, na co to wy kurde tak czekacie?

— Na koncert Gerarda Waya.

— A, to nie znam — odpowiedział.

Gdy po ponad godzinie oczekiwania dostaliśmy się do środka, miałem niepozbawione słuszności obawy, że wraz z moimi towarzyszkami będziemy, niczym lekko pulchny ośmiolatek na dyskotece szkolnej, podpierać tylną ścianę klubu, oglądając przyozdobione wizerunkiem Gerarda plecy pozostałych widzów. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wejściu na salę znalazłem się jakieś, nie wiem, maksymalnie pięć metrów za ludźmi z pierwszego rzędu. Pięć metrów! Nie ukrywam, że strasznie mi się chciało z nich śmiać. Z tego, co podsłuchałem w czasie stania przed klubem, ci na samym przedzie okupowali drzwi Palladium już od 8 rano. 12 godzin zajmowali pierwszy front, by znaleźć się 5 metrów przed osobami, oczekującymi nieco ponad godzinę. Jak dla mnie – słaby deal. Dodam tylko, że przez dłuższy czas, koło wejścia do klubu leżał menel, a domyślacie się, że jego szczypiący w nosie zapach daleki był od woni perfumowej lawendy.

W ponad 90% czub publiczności składał się z nastoletnich dziewczyn. W sumie fajnie, bo żadna, poprzez swój wzrost, nie zasłaniała mi widoku estrady (nie jestem jakimś koszykarzem, mam 178 cm), dzięki czemu miałem chyba najbardziej przejrzystą perspektywę do podziwiania występującego artysty od kiedy pamiętam, a nie przypominam sobie tylko koncertu Majki Jeżowskiej w jednym z rzeszowskich klubów, gdy miałem 2 latka.

Tu powoli dochodzimy do moich refleksji z początku tekstu. Polskie fanki są naprawdę niesamowite i porąbane. Lecz zanim stworzę im laurkę, to skupię się na tych mniej przychylnych im przemyśleniach.

Już samo to, że potrafią bezsensownie stać 12 godzin przed zamkniętymi drzwiami klubu jest dla mnie śmieszne. Marnują swój czas tylko po to, by potem stać w pierwszym rzędzie i być żywą granicą pomiędzy wbijającymi się w nie metalowymi barierkami, a szalejącą za ich plecami widownią. Uczucie mało przyjemne, uwierzcie mi. I polskie fanki robią tak od kiedy pamiętam. Przed koncertem Green Daya było tak samo, przed Thirty Seconds To Mars tak samo, przed Kings of Leon też. I mogę tak dalej wymieniać, ale w sumie po co? I tak mojego zdania to nie zmieni, a uważam, że jest to zwyczajny debilizm. Marnowanie swojego czasu i poświęcanie niekiedy zdrowia (pogoda w dniu koncertu była kiepska – deszcz, wiatr, zimno, więc parę zachorowań na grypę było na pewno) jedynie po to, by obejrzeć show z odległości nieco bliższej niż inni. Nonsens.

Kolejna sprawa to samo podejście i zachowanie tych dziewczyn do kwestii koncertów. Na moje oko, średnia wieku na show Waya nie przekraczała 17 lat. Część z nich zapewne kilka dni wcześniej przerabiała na polskim „Kamienie na szaniec”, a w dniu koncertu podchodziła do mnie i pytała się, czy nie dam im fajek.

Kiedy jedliśmy w Burger Kingu, Sandra – moja siostra – poszła do toalety. Po 15 minutach wróciła z uśmiechem na ustach. — Co jest? Czemu tak długo cie nie było? — spytałem. — Bo fanki Gerarda szykują się na jego show i była duża kolejka. Jedna z dziewczyn spytała się drugiej: „Ej, masz może jakąś szminkę?” Ta odpowiedziała: „Mam, ale tylko czerwoną, chcę wyglądać jak zespołowa suka dla Gerarda”.

Z jednej strony się śmiałem, z drugiej zastanawiałem – dlaczego? Dlaczego te nastoletnie dziewczyny robią z siebie takie pośmiewisko? No bo jak mam inaczej nazwać sytuację, kiedy piętnastolatka idzie wymalowana jak jakaś lampucera na koncert i myśli, że ma wszystkich facetów u stóp? W tym Gerarda Waya – męża i ojca, podkreślającego, jak ważna jest dla niego rodzina.

Teraz czas na pochwały. Polskie fanki – abstrahując od powyższych refleksji – są też niesamowite, co po raz kolejny pokazały w czasie show Waya i supportujacej ich kapeli Nothing But Thieves. Dla tych drugich zgotowały niesamowite powitanie. Wspierały ich w odśpiewywaniu wszystkich utworów (w znacznej części praktycznie nie znanych w naszym kraju), krzyczały, klaskały, ogólnie – przyjęły ich w fantastyczny sposób. To oczywiście nie umknęło uwadze chłopaków, a ich lider powiedział parę razy, że jest to najlepszy koncert w czasie obecnej trasy. Zazwyczaj takie słowa odbieram jako wciskanie PR – owego kitu, ale w tym przypadku czułem, że mówili prawdę.

Oprawa na koncercie Gerarda weszła na jeszcze wyższy poziom. Transparenty, gadżety, akcja, w czasie której cała sala ukazała kartki z napisem „ Gerard, we missed you” (w utworze Action Cat Way śpiewa „Do you miss me?”, więc była to bardzo fajna odpowiedź na jego tekst) zrobiły na muzyku duże wrażenie.

Koncerty w Polsce dla zagranicznych artystów to spore przeżycia, bo traktuje się ich u nas jak bogów. Wpływ na taki stan rzeczy mają oczywiście nastoletnie fanki, które poświęcają mnóstwo czasu, by efekt finalny był taki, jak w przypadku występu byłego lidera My Chemical Romance. Lecz kiedy przed, i po koncercie, widzę te dziewczyny, zachowujące się jak dresiary z Nowej Huty, to cały mój szacunek i podziw skierowany w ich stronę traci na wartości. Niestety.

[su_divider]

Odgrzebałem właśnie egzemplarz Teraz Rocka z 2012 roku. Znalazł się w nim obszerny materiał o wydanej wtedy koncertowej płycie Led Zeppelin Celebration Day. W czasie zorganizowanej z tej okazji, bardzo elitarnej konferencji prasowej, jeden z dziennikarzy zapytał muzyków, czy w czasie odgrywania show widzą twarze swoich fanów.

— Nie, poprzez grę świateł oraz odległości, jakie dzielą scenę od publiczności ich twarze są dla nas niewidoczne — odpowiedział gitarzysta Jimmy Page.

Z zasłyszanych przeze mnie rozmów kilku nastolatek wynikało, że część z nich, poprzez intensywne udzielanie się w pierwszym rzędzie, chciała przypodobać się Way’owi i dzięki temu zostać zaproszona na backstage. Skoro artyści i tak nie widzą twarzy swoich fanów, to jaki sens miało oczekiwanie 12 godzin przed klubem i wiara, że ich życzenie się spełni? Kwestię tę pozostawiam Waszej ocenie, bo moje zdanie na ten temat chyba znacie.

PS. Jako, że część z czytelniczek poczuła się urażona sformułowaniem „niesamowite i porąbane zarazem” we wstępie felietonu, wyraz „porąbane” zastąpiłem słowem „pokręcone”.

53 KOMENTARZE

  1. Nie mam pojęcia dlaczego w tekście podkreślane jest co chwilę sformułowanie „polskie fanki”. Po pierwsze robią tak ludzie na całym świecie, po drugie nie tylko kobiety. Kompletnie nie zgadzam się z tym artykułem. Kolejna rzecz, która jest brednia to to, że artyści ze sceny nie widzą twarzy fanów. Wielokrotnie spotkałam się z reakcją osób ze sceny, które mówiły wskazując na konkretną osobę: „cześć! Znowu przyszedłeś na mój koncert? To już trzecia noc z rzędu!” albo „widzieliśmy się dzisiaj na mieście. Super, że jesteś na koncercie” sama miałam taką sytuację w przypadku polskiego koncertu Melanie Fiony. Także stek bzdur.

    • Pisałem „poslkie fanki”, bo tekst dotyczył naszego kraju, więc po co miałem pisać , nie wiem, o Niemieckich fankach? Oczywiście wiem, ze takie sytuacje są na całym świecie, bo od czasu do czasu wybieram się za granicę na jakiś występ i widzę analogiczne postawy. Martwi mnie, że wyciągnęliście najmniej istotne fakty z tekstu (nie zwróciliście uwagi na kluczowe dla mnie palenie przez gimnazjalistki fajek, nie szanowanie siebie) i zarzucacie mi tworzenie na siłę kontrowersji. Kontrowersją byłoby pisanie nieprawdziwych rzeczy, a sytuacje przytoczone w moim felietonie wydarzyły się naprawdę, wierzcie mi lub nie 🙂

      • Nikt nie zwrócił uwagi na „kluczowe” palenie przez gimnazjalistki, bo w całym tekście, uplotłeś ten fakt, w taki sposób, że zwyczajnie ginie to w morzu nieprawdziwych informacji + tekst jest chyba o polskich fankach, a nie o problemie nałogu tytoniowego w gimnazjum. Cały swój „felieton” oparłeś na tym, co powiedziała ci osoba trzecia i na obserwacji tego jak kolejka wyglądała o 11 i o 18:30. To jest żart, że swoje spostrzeżenia opierasz na tym co powiedziała ci siostra po powrocie z toalety i na jednym przypadku, kiedy zostałeś poproszony o papierosa i uogólniasz to do tego, że każda fanka czekająca na koncert jest dokładnie taka sama, ma takie same intencje oraz cele i każda fanka jest zdemoralizowaną gimnazjalistą, bo swój czas, o którym decyduje ona sama spędziła „w deszczu czekając na koncert”. Nikt na koncert nie szedł odmalowany, żeby wyrywać facetów. Zaskoczę Cię, ale dziewczyna ma prawo się malować i nie oznacza to tego, że będzie wyrywać rodzynków, którzy są 2cool dla „koncertów dla nastolatek” czy samych muzyków. Fanki nie są tępe i wiedzą jakie Gerard ma poglądy, a sytuacja, na którą natknęła się twoja siostra była albo wyjątkiem, albo zwyczajnym żartem. Bardzo nieprofesjonalny i obraźliwy artykuł z cholernie ubogim researcherem oraz materiałem źródłowym. Piszesz o kolejkowaniu, a sam do kolejki dołączyłeś na pół godziny przed wpuszczaniem, to trochę mało do wyciągania wniosków z czegokolwiek, bo niesprawiedliwie wrzuciłeś przez to wszystkie nastoletnie uczestniczki koncertu do jednego worka. Swoją drogą, nie rozumiem zdziwienia, że przed wpuszczaniem do klubu, rozwinęła się przed nim kolejka.

        • Jak chcesz prowadzić ze mną jakąś dłuższą dyskusję, to napisz do mnie na priv, bo nie chce w komentarzach obalać każdego elementu bełkotu, jaki zafundowałes w komentarzu wyżej 🙂

          • Napisałeś publiczny felieton, więc mógłbyś go też publicznie obronić.

            Głównym elementem „bełkotu” jest to, że obraziłeś wszystkie fanki, które kolejkowały, wrzucając je niesprawiedliwie do jednego worka i poparłeś to tylko dwoma przykładami, które były skrajne. To jest cały element mojego „bełkotu”. Ale rozumiem, skoro nie chcesz dalej publicznie się pogrążać, to rozumiem 🙂

          • Ok, no to jedziemy. Za każdym razem podkreślałem, że były to zachowania części fanek. CZĘŚCI, nie wiem, co masz z logiki (ja miałem dwóje, ale nawet z taką słabą oceną wiem, co oznacza część), ale podpowiem Ci – część to tylko kilka osób, nie wszystkie. Czy obraziłem je? Zależy, jak słabe poczucie własnej wartości się ma. Jak ktoś nazwałby mnie porąbanym, to szczerze mówiąc miałbym to gdzieś. Znam swoją wartość, znam swoje umiejętności pisania, więc zdanie zakapturzonego nastolatka jakoś nieszczególnie mnie ruszyło. Ty, poprzez swój zalatujący szczeniactwem komentarz pokazałeś mi, dlaczego cały mój felieton ma 100% słuszności. Jako fan, który zapewne stał tam od 6.30, poczułeś się urażony tym, że ktoś „śmiał” podważyć sens Twojego marnowania czasu. Lecz jako, że jest to felieton – przypomnę po raz kolejny – najbardziej subiektywny rodzaj tekstu publicystycznego, mogłem w nim zawrzeć najmniej obiektywne opinie. Czy moje były nieobiektywne? Nie do końca. Oczywiście, że nie wszystkie fanki się tak zachowywały, ale spora część, którą napotkałem, przejawiała wszystkie cechy zawarte w moim tekście. Pozdrawiam 😉

          • Panie, skończyłem studia matematyczne na politechnice, więc doskonale wiem czym jest logika i jak działa. I jeśli to jest wyznacznik tego czy mogę coś oceniać „pod nastoletnim kapturem”, to proszę bardzo, jeżeli to sprawi, że moja opinia w Internecie będzie coś znaczyć…

            W bardzo niewielu elementach tekstu czuć, że chodzi ci o część ludzi. Częściej w swoim tekście używasz tylko sformułowania „polskie fanki” i bardzo rzadko to to idzie w parze z tą CZĘŚCIĄ, o której tak piszesz. Nie wiem, może te, które nie robiły przypału były niepolskie, ale pies wie. Po tej odpowiedzi widzę bardzo dobrze ile w tym „felietonie” jest prawdy, skoro w odpowiedzi do mnie dopisałeś sobie historię na mój temat, która nie istnieje. Wyjaśniam więc. Lata nastoletnie przeminęły mi 8 lat temu, więc nie jestem żadnym zakapturzonym nastolatkiem, na koncert nie udałem się wcześniej, jednak duże grono moich znajomych (które swoją drogą nastolatkami też nie były), stała tam od godzin porannych i nie widzę w tym nic złego. Jedni spędzą 12 godzin grając w grę komputerową, inni spędzą swój wolny czas, nieszkodliwie siedząc na świeżym powietrzu, w oczekiwaniu na coś, na czym tym osobom zależy. Przypisałeś dwie skrajne sytuacje wszystkim (części, tak) uczestnikom kolejki, tak jak mnie teraz przypisujesz bycie nastolatkiem. Twoja „argumentacja” z wypowiedzi powyżej „zalatuje szczeniactwem” dużo bardziej od mojej, głównie z tej przyczyny, że Ty zacząłeś błędnie i zupełnie niepotrzebnie grzebać w tym, kto śmiał ci napisać krytykę i uświadczyło mnie to tylko bardziej w przekonaniu, że ten felieton to stek bzdur.

          • Pisałem kilkakrotnie, że chodziło o część osób. Nie będę umieszczał tego sformułowania w co drugim zdaniu, bo wtedy źle by się to czytało. Mówisz, że to stek bzdur. Napiszę po raz kolejny – wszystkie sytuacje wydarzyły się naprawdę. Wiem, że Ty będziesz nadal temu zaprzeczał, ale jedyne co mogę teraz zrobić to po raz kolejny zapewnić Cię, że nie kłamałem. Nie jesteśmy Pudelkiem. Poczytaj moje inne felietony i znajdź chociaż jedno kłamstwo. Wiele osób w wiadomościach prywatnych pisało mi, że w końcu ktoś napisał o tym specyficznym trendzie. Nie chcieli umieszczać ich publicznie, bo widząc jakie pomyje na mnie wylewacie, woleli oszczędzić sobie tej wątpliwej przyjemności. Ja jestem bardzo zadowolony z tekstu, bo skoro odbił się takim echem to znaczy, że nadepnąłem Wam na odcisk. Tyle w temacie, uważam, że dalsza dyskusja nie będzie miała sensu, bo Ty uważasz, że masz rację, tak samo jak ja. Nie dojdziemy w tej sprawie do konsensusu.

          • Doskonale wiem, czym jest felieton i również wiem, że jeżeli chce się wypowiadać własne zdanie powinno się spędzić więcej czasu przy temacie, na który ktoś chce się wypowiedzieć. Sytuacje, z którymi się spotkałeś, nie muszą być kłamstwem, jednak są dwie negatywne sytuacje, które są skrajne i które zaprezentowały pojedyncze osoby. Nie daje to prawa wrzucać do jednego worka wszystkich nastoletnich fanek. Bo je wrzuciłeś i tłumaczenie każdemu komentującemu, że podkreślałeś, że odnosisz się do części nic nie da. Bo jak widać, nie zostało to podkreślone, skoro nikt tego nawet nie zauważył. W samym tytule masz odniesienie do wszystkich fanek, w lidzie jest napisane: „Polskie fanki muzyki są niesamowite i pokręcone zarazem.” Gdzie w miejscach, które najbardziej wchodzą w pamięć czytelnika jest to podkreślenie części? Ja widzę tylko uogólnianie do jednej grupy. Chyba to ty powinieneś poprawić dwójkę z logiki, a nie ludzie, którzy licznie Ci zarzucili, że nie zostało to podkreślone w tekście. Bo nie zostało. Traktowanie czytelników jak ignorantów i traktowanie ich opinii z góry działa niestety na Twoją niekorzyść, bo nie wyciągniesz niestety niczego, z błędów jakie popełniłeś pisząc ten tekst. Nie napiszę, że ten portal to Pudelek, mogę jedynie napisać, że ten wpis jest podobny do tych z Pudelka. Pisanie, że Wy to Pudelek, byłoby na tym samym poziomie generalizowania, które zostało zawarte w tekście i mogłoby obrazić Twoje koleżanki i kolegów po fachu.

            PS. Nigdzie nie wspomniałem, że powinieneś iść do damskiej ubikacji, żeby podsłuchiwać czyjeś rozmowy. Sugeruję, że powinieneś zapoznać się jednak z tematem i poznać kilka różnych sytuacji, zanim wypowiesz zdanie, które jest krzywdzące, bo zostało skierowane do dużej grupy, którą bardzo źle i ubogo wybadałeś. Powtórzę coś co wcześniej wspomniałem – gwarantuję Ci, że fanki Gerarda wiedzą może nawet lepiej od Ciebie, jakie on ma poglądy i nie są tępymi groupies, tak jak je opisałeś w tekście.

          • Widzę, że z uporem maniaka staracie się zmieszać z błotem mój tekst. Poprzez to jeszcze bardziej utwierdzacie mnie w przekonaniu, że felieton ten ma 100% słuszności. Serio, nie mam już najmniejszej ochoty dyskutowania z osobami, do których nie docierają racjonalne argumenty. Poczuliście się dotknięci? Mogę przeprosić, ale zdania nie zmieniam. Nie traktuję czytelników jak ignorantów – samo to, że wszedłem z wami w polemikę jest na to najlepszym przykładem. Wytknąłeś mi błąd ortograficzny, podziękowałem za to i poprawiłem. Nazywanie mnie ignorantem jest takim samym kłamstwem jak to, co starasz mi się zarzucić. Jak czytelnik ma klapki na oczach, i wmawia mi, coś, czego nie napisałem, dyskutowanie z nim nie ma najmniejszego sensu. Nie fatyguj się z odpowiedzią, i tak na nią nie odpiszę 😉

          • Utwierdzaj się dalej z uporem maniaka, że Twój tekst jest najlepszy i ma słuszność, której imo nie ma. Wszedłeś w polemikę zakładając, że jak napisałem negatywny komentarz, to jestem jakimś zakapturzonym i rozgniewanym nastolatkiem. Faktycznie, bardzo racjonalny argument, tak samo to, że lajkowanie czyjegoś komentarzu ma dużo do dyskusji. Nie nazwałem Ciebie ignorantem, napisałem, że Ty traktujesz czytelników jak ignorantów. To ty wystosowałeś w moją stronę argument wieku, jakby to miało w ogóle jakiekolwiek znaczenie w dyskusji, podobnie jak moje oceny szkolne. Jedyną osobą, która cokolwiek komuś próbuje wmówić w tym momencie, jesteś Ty sam.

    • Widocznie za dużo razy podkreśliłes w tekście i w tytule to sformułowanie i jest to stwierdzenie, które najbardziej zostaje w pamięci. Oczywiście z resztą informacji się zgadzam niemniej jednak te dwa fakty, które wymieniłam to jakaś kompletna pomyłka.

  2. I kolejna rzecz. Stanie w pierwszym rzędzie gwarantuje odrobinę „świeżego powietrza” i zapewnienie, że człowiek nie znajdzie się na końcu sali wypchniety przez tłumy. Może dla wysokiego, postawnego mężczyzny większego znaczenia to nie ma, ale myślę, że dla kobiet z pewnością.

    • tu masz rację, nie wziąłem pod uwagę tego, że rzeczywiście na czubie można nawdychać się trochę świeżego powietrza, zwracam honor 🙂 jednak nadal uważam, że stanie 12 godzin pod drzwiami, aby znaleźć się w pierwszym rzędzie, jest trochę głupie

  3. Stek bzdur! Byłam na koncercie Waya i widzę, że ktoś nie rozumie idei samego kolejkowania. Tam nie chodzi o samo trzymanie dobrego miejsca, a o atmosferę. To, że spędzasz czas z ludźmi którzy czują to samo co ty, śpiewasz piosenki idola, rozmawiasz o tym wszystkim. W moim przypadku było to też spotkanie z przyjaciółkami które mieszkają setki kilometrów ode mnie.

    • Szczerze? Nie rozumiem tej idei, dlatego napisałem o tym felieton. Zdaję sobie sprawę, że jest wtedy możliwość spotkania się ze znajomymi, ale nadal będę uważał, że stanie 12 godzin w deszczu i z czuciem zapachu żula robiącego pod siebie jest głupie. Może już jestem za stary na takie akcje, ale zdania nie zmienię 😉

  4. Mam 160 cm wzrostu, więc wystarczy, że ktoś o pół głowy wyższy stanie przede mną, żebym nic nie widziała. A nie po to jadę przez pół Polski, płacę niemal 300 zł za bilet na płytę/outside itd., żeby przez cały koncert stać na palcach. Trybun nie lubię, bo tam zabawa jest drętwa. / Britney Spears witało u nas kilkaset osób, a ok. 50 wróciło z autografami. W tym ja. Wszyscy czekaliśmy min. 4 godziny wcześniej. Jeśli to ma być cena za TAKĄ pamiątkę, zawsze będę wcześniej. 😉

  5. Za dużo w tym tekście jest wyolbrzymień. Trochę jakby autor pisał na siłę. Spotkał jakieś dwie zdemoralizowane nastolatki i uważa, że wszystkie fanki są ,,porąbane”. Poza tym faktem jest, że 3/4 osób były to nastolatki, jednak w moim odczuciu przeważały te w wieku 17-18-19. Również nie zgadzam się z bezsensem oczekiwania, ale już zostało to poniżej napisane, z tego, co widzę.

  6. cóż, są pewni artyści, na których fani czekają od rana w kolejce pod klubem, Gerard zawsze był takim artystą, zresztą radzę spojrzeć na zdjęcia z Rosji – tam fani ‚zaatakowali’ Gerarda już po wyjściu z pociągu, więc to nie tylko w Polsce. Ja się nie dziwię kolejkującym – jeśli mając 16-20 kilka lat podziwia się kogoś 8-10 lat to jest to duża część życia takiej osoby. Stałam w kolejce od 15-16, nie słyszałam ani jednego tekstu o ‚uwodzeniu’ muzyków, a nawet jeśli – wątpię, żeby to nie było w formie żartu. A wejściówki na backstage dostały 4 osoby – 2 z administracji polskiej strony o Gerardzie, jedna youtuberka, która rzekomo promowała koncert i jedna dziewczyna, która wygrała w konkursie. Kto tam wchodził, było wiadomo przed koncertem, radzę zapoznać się z tematem przed napisaniem felietonu i oświecaniem ludzi, potem fani są wyśmiewani przez brak przygotowania do pracy dziennikarzy.

    • Radzę zwrócić uwagę na kilka faktów. Po pierwsze, cały czas podkreślałem, że to byłą część ludzi. Nie pisałem, że wszyscy. Więc dlaczego zarzucasz mi brak przygotowania do pracy? Ja tylko opisywałem to, co sam zobaczyłem i usłyszałem. Po drugie, w tytule artykułu masz zawarte bardzo ważne słowo – felieton. Jeżeli nie wiesz czym jest felieton, radzę poczytać sobie na Wikipedii. Ale pewnie nie będzie Ci się chciało, to w skrócie napiszę: jest to najbardziej subiektywny rodzaj tekstu. Masz prawo się z nim nie zgodzić, ale nie masz prawa zarzucać mi braku w przygotowaniu. Ponadto wszystkie zawarte sytuacje działy się naprawdę. sama napisałaś, że część ludzi zachowywała się tak, jak to opisałem, więc jaki masz problem?

      • Mam problem, kiedy widzę oczerniające artykuły. Dla Ciebie nie ma sensu to, że ktoś stał cały dzień pod klubem, okej, to Twoje zdanie i wiem, ze tego nie zmienię, ale teksty o ‚sukach zespołowych’ i pchaniu się na backstage wdzięcząc się do Gerarda są mocno przerysowane. Zresztą, kto wygląda atrakcyjnie skacząc pół godziny na supporcie a potem godzinę na koncercie, w tłumie, gdzie było gorąco. Byłam w 4-5 rzędzie i widziałam i słyszałam, co te dziewczyny (w większości) mówią. Były zachwycone i podekscytowane tym, ze mogą go w końcu zobaczyć, usłyszeć na żywo, że mogą spotkać osoby poznane prze internet które mieszkają daleko od nich, że mogą się po prostu bawić, dla wielu było to ogromne przeżycie emocjonalne, nie mówię mówić, że polało się kilka łez wzruszenia. Kiedy przeczytałam o tym, że ludzie pod barierką chcieli się tylko wepchnąć na backstage, było mi strasznie przykro, bo nadal nie rozumiem, skąd ludzie wyciągają takie wnioski. Widziałam, ile osób trzymało w łapkach listy i rysunki, w których podejrzewam, ze dziękowali Gerardowi za wszystko – za MCR, za HA, za to, że swoją postawą okazywał wsparcie wielu ludziom, w fandomie często padają słowa ‚Gerard Way saved my life’ i ja w to wierzę, może mnie nie uratował od samobójstwa, ale często czułam się źle i jego muzyka mi pomagała. Dlatego sprowadzanie fanek (które znalazły pocieszenie i zrozumienie w jego twórczości) to wytapetowanych małolat jest dla mnie krzywdzące.

        • Jako jedyna nie wylewasz na mnie wiadra pomyj, tylko merytorycznie formułujesz argumenty, więc z chęcią na nie odpowiem. Po pierwsze, nie wrzuciłem wszystkich fanów do jednego worka. Wielokrotnie podkreslalem, że tyczyło się to tylko części osób. W żadnym fragmencie nie napisałem, że wszystkie fanki zachowywały się jak zespołowe suki, bo tym samym obraziłbym swoją własną siostrę i moją dziewczyne, które były razem ze mną. Przecież z podziwem wypowiedziałem się na temat akcji z kartkami, za wspieranie chłopaków z Nothing But Thieves, i podsumowałem to zdaniem: „Koncerty w Polsce dla zagranicznych artystów to spore przeżycia, bo
          traktuje się ich u nas jak bogów. Wpływ na taki stan rzeczy mają
          oczywiście nastoletnie fanki, które poświęcają mnóstwo czasu, by efekt
          finalny był taki, jak w przypadku występu byłego lidera My Chemical
          Romance. Lecz kiedy przed, i po koncercie, widzę te dziewczyny,
          zachowujące się jak dresiary z Nowej Huty, to cały mój szacunek i podziw
          skierowany w ich stronę traci na wartości. Niestety.” Dlaczego więc wszyscy fani Gerarda zarzucają mi obraźliwe wypowiadanie się na ich temat? Dowaliłem kilkunastu dziewczynom, których zachowania opisałem w tekście. A moich pochwał nikt nie zauważył. Chyba część z Was nie doczytała felietonu do końca.

          • Nie ma sensu przepychanie się, bo każdy będzie obstawiał przy swoim, ja napisałam swoje odczucia.
            Fakt, akcja z kartkami i przyjęcie supportu było wspomniane, ale raczej w oczy rzucały się te mniej przyjemne fragmenty. A z akcji z kartkami jesteśmy dumni, było widać, że Gerardowi się podobało. Support był zachwycony, nawet przypięli post na fb z filmikiem z koncertu z Warszawy, nie mówiąc o tym, ze obiecali wrócić i że chętnie rozmawiają na twitterze z polskimi fanami (nawet lajkują posty po polsku i przyznali się, że je tłumaczą, próbowali nawet odpisywać w naszym języku)

          • No właśnie. Dlaczego więc wszyscy nie mogą pisać ze mna tak jak Ty, tylko mieszają mój tekst z błotem? Ja wiem, że moje opinie uważacie za nieprzychylne, ale – niestety dla Was – mam prawo do ich pisania. Wy też macie prawo się ze mna nie zgadzac. Tylko, że zaczeliscie mi wmawiać rzeczy, których w ogóle nie napisałem. Wypisujecie, ze Was obrażam, w momencie, gdy bardzo pozytywnie opisuje akcje z kartkami, która naprawdę zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Wiem, że to przepychanie się nie ma sensu, ale zawsze lubiłem odpisywać na komentarze czytelników, ale po tym felietonie wiem, ze to nie ma sensu. Podsumowując temat – skrytykowałem część z fanek, które zachowywały się po prostu idiotycznie, Wy, nie wiedzieć czemu, odebraliście to jako atak na wszystkich. A reszta jest już historią. Serdecznie Cie pozdrawiam i dziękuję, że jako jedyna potrafiłaś ostudzić emocje i na spokojnie ze mną pogadać. Bez jadu, bez wylewania pomyj. Trzymaj się i dalej słuchaj Gerarda, po to świetny artysta i bardzo sympatyczny człowiek 🙂

  7. Hahahahahahahhaha :’
    Nigdy się tak nie uśmiałam…
    Też byłam na tym koncercie.
    Rozmawiałam z wieloma osobami, które tam szły. Fakt, kilka zachowywało się tak, jak to zostało opisane, ale jednak zdecydowana większość taka nie była… Jak się już o czymś pisze, to powinno się najpierw dowiedzieć wszystkiego na ten temat. A nie bazuje się tylko na kilku podsłuchanych rozmowach…

    • To nie jest artykuł, tylko felieton. Bardzo subiektywny tekst, więc nie musiałem w żaden sposób dowiadzywać się wszystkiego na ten temat. A pisząc felieton, wręcz nie powinienem 🙂 Już podkreślałem to kilak razy, ale Tobie też napiszę – w tekście cały czas pisałem, że chodziło o część osób, a nie wszystkie. Sama przyznałaś, że pewna grupa się tak zachowywała, więc jaki jest problem? Czytajcie teksty ze zrozumieniem, to nie jest takie trudne 🙂

  8. Ten felieton kojarzy mi się z postem na blogu zbuntowanego nastolatka. Swoją drogą zastanawia mnie dlaczego osoba o tak seksistowskich poglądach pisze dla takiego portalu.

    • Bo zostałem zaproszony do współpracy 🙂 Zaznajom się z definicją słowa seksizm i wtedy zacznij wypowiadać się publicznie. Widząc avatar ze zdjęciem z Gerardem nie wchodzę nawet z Tobą w dyskusję, bo wiem, że fanka Gerarda nie będzie potrafiła spojrzeć racjonalnie na przytoczone przeze mnie argumenty. Pozdrawiam

      • W końcu to artykuł o mnie, więc chyba powinieneś z chęcią wysłuchać co mam do powiedzenia? 🙂 Masz teraz tak blisko główne źródło informacji, w tak łatwy sposób możesz poszerzyć swoją wiedzę. Im więcej wiesz tym lepiej, zwłaszcza jako dziennikarz 🙂 Pozdrawiam również

        • Jeżeli chcesz, możemy popisać na facebooku? Wchodzisz w to? 🙂 Bo uwierz mi, że nie mam ochoty tworzyć tasiemca w komentarzach

          • Rozmowy fana Gerarda z fanką Gerarda, przy czym ten pierwszy trochę nie rozumie niektórych postaw tych drugich, i swoje przemyślenia na ten temat zawarł w powyższym felietonie 🙂

          • Nie rozumie postaw tych drugich i ich obraża, nazywających ich „porąbanymi” i przedstawiając ich w bardzo nieprzychylnym i niezbyt adekwatnym do rzeczywistości świetle* tak lepiej 😉

          • Osobiście nie uważam, że słowo porąbane jest aż tak obraźliwe. Przedstawiam w negatywnym świetle? Ok, czyli pochwała za stworzenie kapitalnej akcji z kartkami dla Gerarda oraz podziwianie za wspieranie Nothing But Thieves na ich pierwszym koncercie w Polsce jest przedstawianiem w nieprzychylnym świetle? Rozumiem, że część argumentów mogła Cię zaboleć, ale zrozum, że Twoje racje nie muszą zgadzać się z moimi. Jako autor felietonów na AAM mam prawo podzielić się z czytelnikami bardzo subiektywnymi opiniami. Oczywiście, nie przekraczającymi pewnych, granic, które uważam, że w tym tekście przekroczone nie zostały. W żadnym momencie nie kłamałem, żadna przytoczona historia nie została wyssana z palca.

          • Pisanie o tym, że fanki będąc w pierwszym rzędzie miały nadzieję, że wejdą na backstage jest dla mnie bardziej obraźliwe niż słowo „porąbane”. Myślę, że z każdego swojego dzieła powinno się wyciągnąć wnioski, więc na przyszłość radzę ci żebyś bardziej zaznajomił się z tematem, o którym masz zamiar pisać i nie przedstawiał pojedynczych zachowań w taki sposób, jakby były zachowaniami spotykanymi bardzo często. Spędziłam tam cały dzień (tak, cały dzień, ale nie po to żeby się komukolwiek przypodobać) i nie usłyszałam niczego, co miałoby wskazywać, że którakolwiek z dziewczyn malowała się dla Waya, albo chciała być w 1 rzędzie żeby wejść za kulisy. Dla mnie to wygląda tak, że robisz sobie pośmiewisko z młodszych dziewczyn i sprawiasz, że czują się gorzej tylko dlatego, że są nastolatkami. Dziwisz się, że ludzie zwracają uwagę tylko na część tego co napisałeś? Tak sformułowałeś swoje wypowiedzi, tak nazwałeś swój artykuł, że naprawdę nie rozumiem dlaczego cię to dziwi. Cały ten felieton po prostu brzmi dla mnie jak „Jestem prawdziwym znawcą muzyki, bo jestem dorosłym mężczyzną, nastolatki są takie straszne”, trochę tak jakbyś nadal przechodził okres buntu. Daj żyć tym dziewczynom, nie wyśmiewaj ich tylko dlatego, że są czymś podekscytowane i kochają muzykę i są od ciebie młodsze. Może sobie to przemyślisz, a może nie. Ja nie potrafię przejść obok czegoś takiego obojętnie 🙂

          • Mam 21 lat, więc nie uważam siebie za jakiegoś starucha. Sam byłem nastolatkiem i sam chodziłem na koncerty. Lecz zawsze postawy, o których pisałem, mnie śmieszyły. Odosobniony przypadek? Byłem na Green Dayu w Łodzi, byłem na Marsach w Rybniku, sytuacje analogiczne. W tym momencie, podobnie jak w przypadku Gerarda, któremu maniakalnie lajkowałaś każdy post, kończe tę dyskusję. Powód identyczny jak w poprzednim przypadku. Chciałem merytorycznie porozmawiać na Facebooku, nie przyjęłaś zaproszenia. Wolisz brnąć dalej w swoje wyrzuty wobec mojego tekstu – nie widzę problemu. Jedynie coraz bardziej utwierdzasz mnie w przekonaniu, że Wasza grupa, którą opisałem w tekście, jest śmieszna.

          • Ojej czyżbyś sprawdzał kto komu dał lajka? I tak na marginesie, opisałeś głównie nastolatki, ja do nich nie należę, bo mam 23 lata, więc nie wiem czy jest mi dane należeć do tej „grupy”, bo z tego co widzę wiek ma dla ciebie bardzo duże znaczenie 🙂

          • Odpowiadając na Wasze opinie, chcąc nie chcąc widzę, kto komu daje lajka 🙂 Wiek nie ma znaczenia, chociaż łatwiej mi jest zrozumieć wyrzuty nastolatek, niż smutki starszej ode mnie o 2 lata kobiety. Zupełnie odrzucasz moje argumenty, dlatego kończę dyskusję również z Tobą. Mimo wszystko pozdrawiam i radzę nie czytać więcej moich felietonów, bo skoro poczułaś się nim dotknięta, niektóre z przyszłych tekstów też by Cie zapewne dotknęły. Lubię pisać kontrowersyjnie, ale nie tworzę sztucznych kontrowersji. Nie wymyslam sytuacji, opisuję to, co sam widzę. Trzymaj się i zapewne do zobaczenia na innych koncertach 😉

          • Nie martw się, nie jestem smutna 😉 Lubię zabierać głos w sprawach, które mnie dotyczą 🙂

  9. Powiem tak, jeśli Gerardowi obrywa się za zranienie uczuć fandomu, to nie czuj się źle z tym, że podobnie jest z tobą 🙂 Moim zdaniem to trochę tak, jakby artykuł o islamskich fundamentalistach obraził wszystkich muzułmanów. Bądźmy szczerzy, każdy fandom ma swój własny odpowiednik „fundamentalistów”, ludzi którzy krzyczą do innych, żeby „wypie*dalali, bo oni stoją tu od 8” jeśli zatrzymałeś się obok kolejki (tak, doświadczyłam tego), ale nie każdy fan Gerarda powinien brać to do siebie – ja nie wzięłam, a mam szesnaście lat i uwaga, maluję się na koncerty. Bądźmy szczerzy, bycie w fandomie podsyca ludzi i powoduje, że mogą się zdenerwować o byle pierdołę. Ja rozumiem, że część osób mogła się poczuć urażona tym tekstem, ale równocześnie rozumiem, że niektóre z tych zachowań mogły ciebie zdenerwować, bo miałam tak samo (słuchanie kłótni o to, że jedna fanka jest lepsza od drugiej, ponieważ słucha Gerarda dłużej, nie była ciekawym doświadczeniem) więc no, nie bierzcie do siebie czegoś, czego nie powinniście, ja nie biorę 🙂

    • Szkoda tylko, że prócz Ciebie niewiele osób jest w stanie zobaczyć podejść na dystans do tego tekstu. Najłatwiej jest wybrać z niego te mało pochlebne sobie rzeczy, i zarzucać mi to, co większość z fanów Gerarda tu wypisuje 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here