Gdy mieliśmy po piętnaście, szesnaście lat, niektórzy z naszych kumpli grali w zespołach. Chodziliśmy czasem ich posłuchać. I uznaliśmy, że my też powinniśmy zająć się czymś takim. Jak się widzi inne zespoły, wydaje się człowiekowi, że to coś strasznie trudnego: założyć zespół i tak dalej. Ale w gruncie rzeczy to bardzo proste. Kiedy stwierdziliśmy, że nie ma w tym nic trudnego, postanowiliśmy spróbować. Matt Helders

Te słowa perkusisty grupy Arctic Monkeys to swoista złota myśl dla każdego młodego chłopaka, który chociażby raz w życiu pomyślał o założeniu rockowej kapeli. Zostały one zawarte w ocenianej przeze mnie książce The Arctic Monkeys (tytuł oryginalny to The Arctic Monkeys: Whatever People Say They Are: That’s What They’re Not) autorstwa Bena Osborne’a – dziennikarza muzycznego, związanego m.in z brytyjską stacją radiową XFM. Owa publikacja to, prócz przystępnie przedstawionej historii samego zespołu, idealny poradnik dla osób myślących o założeniu swojego własnego bandu, gdyż biografia Brytyjczyków sama w sobie jest zbiorem wielu fantastycznych marketingowych zagrywek, które wyniosły ich na piedestał światowego rocka.

Nie ukrywam, że dla mnie od wielu lat najbardziej interesującą kwestią w działalności kapeli była ich odkrywcza, jak na tamten czas, promocja w sieci. Dlatego cieszę się, że ten ich początkowy etap został tak szczegółowo i rzeczowo opisany. Bałem się, że z racji tego, iż był to okres najbardziej odległy, a chłopcy praktycznie nie udzielali wtedy wywiadów, to ta istotna część ich muzycznej kariery zostanie zupełnie pominięta, lub poruszona w sposób marginalny. Autorowi udało się dotrzeć do późniejszych wypowiedzi członków zespołu w prasie, które odnosiły się do ich pionierskiego wejścia w świat muzyki, jak i spotkać się z ówczesnymi współpracownikami zespołu, którzy podzielili się swoimi obserwacjami i spostrzeżeniami dotyczącymi lansowania kapeli. Po przeczytaniu książki wiem dokładnie, dlaczego to właśnie o Arctic Monkeys mówi się, że są pierwszym zespołem wypromowanym niemal wyłącznie przez Internet.

Poza mnóstwem informacji nie związanych bezpośrednio z kapelą (gdzie autor zbyt wiele miejsca poświęca postronnym osobom, które de facto z karierą grupy miały niewiele wspólnego, przez co czasem zapominałem, że czytam książkę o Arctic Monkeys), czytelnik dostaje sporą dawkę ciekawostek i anegdotek dotyczących formowania się i rozwijania działalności tego piekielnie utalentowanego zespołu. Tak jak pośrednio wspominałem we wstępie – pozycja ta nie jest przeznaczona jedynie dla fanów grupy. Polecam ją każdemu początkującemu artyście, który zastanawia się, jak reklamować swoją twórczość. Oczywiście nie wszystkie metody zastosowane przez Monkeysów są w tym momencie odkrywcze, ale część z nich jest nadal efektywna.

The Arctic Monkeys to książka do pewnego momentu bardzo ciekawa i poprawna, jednak – jak dla mnie – wydana zdecydowanie za wcześnie. Zespół powstał w 2002 roku, więc na ten moment może pochwalić się trzynastoletnim stażem, przy czym od razu zaznaczam, że publikacja ta pojawiła się na brytyjskich półkach już w roku 2013, kiedy chłopcy mogli popisać się ledwie dekadą zawodowego grania (muszę tutaj wspomnieć, że w polskim wydaniu znalazło się posłowie Roberta Filipowskiego, wypełniające tę niemal dwuletnią „lukę”). Oczywiście jest mnóstwo artystów, którzy występowali nawet krótszy okres czasu – chociażby Nirvana – a książki na temat jej i jej lidera powstają do dnia dzisiejszego, lecz mieli oni bogatszą i pełniejszą historię do jej przedstawienia. A w przypadku tego wydawnictwa i tego zespołu, ta historia jest na ten moment… średnio interesująca. Fakt – opisane początki kapeli, zawarte na ok. pierwszych 130 stronach, zdecydowanie przykuły moją uwagę, jednak im głębiej w las, tym niestety nudniej. Teraz powstaje pytanie: czy to historia AM jest nijaka, czy też autor zaprezentował ją w nieodpowiedni sposób? Tego nie wiem, ale pewien jestem innej rzeczy – biografia ta została wydana trochę na siłę. Powierzchownie wszystko wygląda fajnie – 340 stron publikacji w klasycznym formacie, ze świetnymi zdjęciami chłopaków (niektórymi nawet z czasów wczesnoszkolnych) robi wrażenie. Lecz gdy otwieram pierwszą stronę, od razu w oczy rzuca mi się to, że rozmiar czcionki jest na oko o połowę większy, niż w innych tego typu wydawnictwach. A fakt, że autor tak wiele miejsca poświęca sprawom niemalże w ogóle nie związanym z rzeczywistą historią Arctic Monkeys pokazuje, że trochę po omacku i asekuracyjnie szukał materiałów, by książka ta miała wielkość nadającą się do jej wydania. Daję 7, bo obecna forma The Arctic Monkeys to fundamenty okazalszej i ciekawszej biografii, która powinna zostać opublikowana najwcześniej za 5 lat.

1 KOMENTARZ

  1. właśnie tego co zostało po części napisane na końcu recenzji obawiam się najbardziej – że niektóre biografie pisane są w pewnym stopniu dlatego, że teraz prawie każdy artysta może się jakąś pochwalić, niezależnie od tego ile lat funkcjonuje na rynku. z drugiej jednak strony, fajną sprawą jest to, że ta książka poza biograficzną ma też dodatkową funkcję. mimo to ja chyba na lekturę poczekam jeszcze te 5 lat 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here