Dział PublicystykaRecenzje

VA – The Divergent Series: Insurgent (2015), recenzja Zuzanny Janickiej

W literaturze młodzieżowej jestem tak samo rozeznana, jak w książkach traktujących o fizyce kwantowej. Wiem, że istnieją, ale po co zaraz się w nie zagłębiać? Jak już nie raz wspominałam, jestem osobą, która nie uważa, że książki parzą. Jednak z uwagi na okrojoną ilość czasu wolnego wybierać wolę powieści kryminalne. A na młodzieżowy bestseller zawsze mogę wybrać się do kina. Tak jak teraz, kiedy lada dzień na polskie ekrany trafi film Zbuntowana – obraz na podstawie kolejnej części trylogii pisarki Veroniki Roth Niezgodna.

Powieść science fiction, opowiadająca o losach szesnastoletniej, walecznej Beatrice, po raz pierwszy na wielki ekran przeniesiona została w ubiegłym roku. Otrzymaliśmy wówczas płytę Divergent: Original Motion Picture Soundtrack, na którą swoje trzy grosze wtrącili m.in. Ellie Goulding, Snow Patrol, Zedd oraz Tame Impala. Część piosenek znaliśmy od dawna, kilka usłyszeć mogliśmy po raz pierwszy. Przyznam szczerze, że nie pokusiłam się o przesłuchanie tego soundtracku. Nie przekonywał mnie zestaw gwiazd, a trzykrotna obecność Ellie Goulding nieco odstraszała. Co innego album wspierający kolejny kinowy przebój.
Intentional Blur. (MM)

seeds of bell pepper. (MM)

awesome

Yamaha FZR
Twórcy soundtracku postawili tym razem na jakość, a nie ilość. Zadbali także o to, by o ich płycie było głośno nie w mediach zajmujących się komercyjną, mainstreamową muzyką, lecz w grupie osób, które nie przepadają za gładkimi, poprawnymi popowymi melodiami. Statystycznemu Kowalskiemu takie nazwiska jak Anna Calvi czy SOHN niewiele raczej mówią. Ale płyta The Divergent Series: Insurgent  jest dobrą okazją, by choć trochę dotknąć ich twórczości.

Soundtrack otwiera utwór Holes in the Sky, będący efektem współpracy dwóch zespołów – amerykańskiego babskiego kwartetu Haim oraz francuskiego M83. Ich piosenka to udana kompozycja, charakteryzująca się patetycznym nastrojem, który potęgują przejmujące partie skrzypiec. Czekające na nas później nagranie Royal Blood, Blood Hands, to nieco uśpiony rockowy kawałek, który znamy z debiutanckiego albumu duetu. Znacznie wcześniej przed premierą The Divergent Series: Insurgent słuchaliśmy także kompozycji Imagine Dragons. O Warriors pisałam już dużo. Wciąż wielbię, wciąż podziwiam. Głównie za waleczny tekst:

Here we are, don’t turn away now, we are the warriors that built this town from dust

Jeśli chodzi o nowości, aż przebierałam nogami, by jak najszybciej usłyszeć, co wspólnie zmajstrowali Woodkid i Lykke Li. Ich duet, Never Let You Down, jest przejmującą, ponurą balladą. Co więcej – to najzwyklejsza piosenka w karierze Woodkida i jedna z najlepszych od Lykke Li. Mimo wszystko Never Let You Down jest, obok utworu Anny Calvi, najbardziej zapamiętywalnym momentem płyty. Brytyjska wokalistka stanęła na wysokości zadania. Może i w The Heart of You nie mamy Anny w swojej najmocniejszej postaci, ale artystce do tego przystępnego utworu udało się przemycić typową dla siebie ekspresję, wrażliwość i teatralny pierwiastek. Ładnie wypada także nowa propozycja SOHNa – elektroniczne, ambientowe Carry Me Home – oraz instrumentalne Convergence kompozytora Josepha Trapanese’a. Jedyny minusik postawiłabym obok mało pomysłowego, electropopowego Sacrifice młodej, dopiero stawiającej swoje pierwsze kroki na estradzie wokalistki Zelli Day. Takich jak ona ostatnio jest na pęczki.

Warto na soundtrack The Divergent Series: Insurgent poświęcić chwilę czasu. Dosłownie chwilę, bo płyta trwa nieco ponad pół godziny. Zaproszenie do współpracy nieoczywistych i nieogranych artystów zapewniło albumowi świeżość.

 

Tags
Show More

Zuzanna Janicka

Lat 19, od października studentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Wielka pasjonatka muzyki, potrafiąca odnaleźć coś ciekawego w każdym gatunku. Fanka Christiny Aguilery, Amy Winehouse, Alicii Keys oraz zespołów: Coldplay, Goldfrapp, Editors.

Related Articles

4 thoughts on “VA – The Divergent Series: Insurgent (2015), recenzja Zuzanny Janickiej”

  1. Haim to nie kwartet. 😛 Nie przesłuchałem jeszcze całego albumu. Ostatnio moją głowę zaprzątają tylko Stitches Shawna Mendesa oraz As Real As You And Me RIhanny. Musze się jednak zabrać za ten soundtrack, bo ciekawi mnie obecność właśnie tych nie do końca poznanych artystów. O NLYD już się rozpisywałem. Piękna ballada, niesamowita harmonia głosów. Resztę kompozycji sprawdzę już niedługo!

  2. jak dla mnie to przeciętny /: Oprócz duetu Woodkida z Lykke Li oraz SOHNA cała reszta jest nudna. Zdecydowanie lepszy i to wiele jest soundtrack do 50SOG

  3. Osobiście soundtrack nie przypadł mi do gustu – co innego film, który jest rewelacyjny. Moim ulubionym soundtrackiem wciąż pozostaje 50 Shades Of Grey.

Close