KaeN to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego hip – hopu. Kolosalna fala hejtu, która spadła na reprezentanta Prosto, przypominająca nieco nagonkę na Dioxa, przynosi mu rozpoznawalność, ale i także sprowadza na margines. Świadczą o tym liczne nieprzychylne i wulgarne komentarze np. na Youtube. Niepotrzebne to, bo ginie gdzieś w tym cała hip – hopowa kultura. Wydaje się, że najnowszym albumem nie zdobędzie nowych fanów, a ocean krytyki będzie się pogłębiać, gdyż nowe wydawnictwo rapera to płyta przeciętna i nierówna.

Pierwsze, co można zauważyć, to zmiana tematyki w porównaniu z poprzednim albumem. Przeważnie jest spokojniej, życiowo i emocjonalnie, mniej tu hardcorowych i ordynarnych linijek (z wyjątkiem #Fuck). Otwierający album, buńczuczny kawałek tytułowy opisuje drogę, którą KaeN przebył. Wymierzony jest w oponentów, piszących nieprzychylne komentarze:

Sukcesu nie przeboleje sfrustrowany hejter,
Tata smarował olejem, wychowany pejczem.
Leszcze mnie dissować chcą, no bo polski sen mam,
Żaden z was nie będzie mną – robię ostry Wietnam.

Na drugim biegunie mamy dużo uczuciowych wersów, w których podejmuje kwestie trudnych relacji rodzinnych w Nie wszystko stracone oraz Bajka. Dzieciństwo odcisnęło piętno na życiu i poczynaniach rapera. Gorzkie linijki, aczkolwiek wypełnione nadzieją, że wszystko można naprawić. Dobrym, motywującym utworem jest Wybór, w którym świetne zaśpiewał Grizzlee. W Za horyzontem i Ojcze nasz mamy do czynienia z uduchowionymi, religijnymi tekstami. W numerach tych KaeN jest szczery, dojrzały i to one są najmocniejszymi lirycznymi punktami tego albumu:

Boże chroń, ja czuję tę dłoń, ale cały czas kusi Lucyfer,
Moje wybory skutki te, kiedy chce wysiadać słyszę nuty w tle.
One pokazują drogę mi, to życie bywa zbiorem komedii,
Nie raz siła wielkiej komety, czasami nie widzialny #Copperfield.
Chciałbym tak, moje ramiona, niosą te głazy, presja,
Każda droga w końcu kres ma, przekonamy się, czy czeka Mesjasz.

Niestety, jak wspomniałem wcześniej, jest to nierówna produkcja. Niektóre utwory są zbyt ckliwe, skomercjalizowane i stapiające się ze sobą. Tak jest w przypadku słabych kawałków, jak: Labirynt czy Singiel. Zbyt błahe, miękkie i lekkie to piosenki, nastawione na sukces w radio. Bezsensownym czynem było umieszczenie kooperacji z Chadą. Piętno dilera jest numerem wtórnym, schematycznym, o podejmowanej wielokrotnie tematyce. Jeśli już jesteśmy przy gościach, jest ich jak na lekarstwo. Kobiece refreny są nazbyt rzewne. Jedynie wyżej wymieniony Grizzlee i reprezentant RPS Enterteyment Kroolik Underwood trzymają poziom.

Najsłabszą stroną Tylko śmierć może nas zatrzymać są podkłady, za które ponownie odpowiedzialny jest Ive. Prostota jego bitów niesamowicie razi. Nieskomplikowane gitarowe i klawiszowe motywy, płaskie, nieurozmaicone brzmienie, niezwykle nudzą i usypiają (z wyjątkiem utworu tytułowego, Wyboru, Bajki). W kompozycjach tych czuć niestety kolejny raz wielką inspirację Eminemem, za którą często dostaje się reprezentantowi Prosto. Tak jest, chociażby w kawałku W moich butach 2. Gitarowe partie nasuwają na myśl utwór Marshalla- Beautiful.

Tylko śmierć może mnie pokonać jest wydawnictwem na tyle niejednoznacznym, że trudno go ocenić w skali liczbowej. KaeN zmienił tematykę, co jest zaletą, lecz momentami staje się zbyt popowy. Zauważyć należy zdecydowanie progres techniczny, o czym świadczą liczne hashtagi, choć może nie na poziomie Dwóch Sławów. Kilka refrenów pochodzącemu z Sanoka raperowi się udało, kilka możnaby podszlifować. Największą wadą albumu są niewątpliwie miałkie i przesłodzone bity. Dodatkowo w dużym stopniu emocjonalna warstwa tekstowa jest mało zróżnicowana. Najnowszy album KaeNa pozostawia wiele do życzenia, aczkolwiek w porównaniu z wcześniejszą twórczością reprezentanta Prosto, rzuca promyk nadziei na przyszłość.

kaen

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here